Zimowe Latanie
Większość kolegów motolotniarzy na okres zimowy odstawia swoje sprzęty, czekając na z rozpoczęciem sezonu na wiosenne cieplejsze dni. Ale gdy się mieszka w tej części Polski gdzie zima trwa o pół roku za długo, to trzeba wzorem morsów zahartować ducha i ciało, nie czekając wiosny, spróbować lotów zimowych. Latanie zimą to niezapomniane przeżycia i nowe doświadczenia. A że zimno - nie taki diabeł straszny. To kwestia odpowiedniego przygotowania do niskiej temperatury zarówno nas jak i sprzętu. A samo latanie może być bardzo przyjemne gdyż w niższej temperaturze osiągi motolotni się poprawiają, a brak termiki i nierzadko bardzo przejrzyste powietrze dostarczają dodatkowych walorów w zimowym lataniu.
Najważniejsze jest odpowiednie przygotowanie. Zacznijmy od sprzętu.
Gdy jest śnieg powyżej 5 cm, to start z kół może okazać się niemożliwy. Tak więc motolotnię trzeba wyposażyć w specjalne płozy. Nasza otrzymała płozy wykonane z blach duralowych mocowanych opaską bezpośrednio na koła. Takie rozwiązanie pozwala dopasować płozy praktycznie do każdego wózka. Niemniej lepiej gdyby płozy były dopasowane inwidualnie pod konkretny egzemplarz motolotni, no i oczywiści koła na czas zimowego latania zdejmowane. Pamiętać też trzeba, że płozy (tak jak koła) w pewnym zakresie muszą obracać się na osi, ale zabezpieczone tak aby nie obróciły się do tyłu. Następna sprawa, to przygotowanie silnika do pracy w obniżonej temperaturze Głównie chodzi o zabezpieczenie gaźnika przed oblodzeniem. Np. Rotax 503 podczas minuty pracy zasysa ponad 3 tys. litrów powietrza. Jest to ogromna ilość. Przepływ takiej ilości przez wąską gardziel powoduje obniżenie temperatury w tym miejscu. Grozić to może oblodzeniem nawet przy niezbyt niskich temperaturach i małej wilgotności.
Zabezpieczyć się można na wiele sposobów. Najprościej jest skierować część ciepłego powietrza znad głowic cylindrów na gaźnik przy pomocy giętkiej rury. Aby utrzymać temperaturę silnika (w zależności jak jest chłodzony) trzeba przysłonić albo chłodnicę, albo wentylator. Najlepiej przydałaby się regulowana żaluzja jak w starych samochodach.
Motolotnie nie posiadają zamkniętych kabin. Może i czasami jest to wada, ale ja wolę jak tej kabiny nie ma. A jak nie ma kabiny to załoga narażona jest na silny przepływ powietrza . Przy prędkości 70-90 km/h i kilkustopniowym mrozie nieźle trzeba się ubrać, aby po locie koledzy nie musieli pomagać nam przy wysiadaniu z motolotni. Niestety, ten rodzaj sterowania wymaga, aby trzymać ręce i ramiona w miarę wysoko i szeroko, co wcale nie poprawia nam krążenia krwi. I tu szczególnie ręce narażone są na odmrożenie. Same rękawice, nawet porządne narciarskie, mogą nie wystarczyć. Ale powszechnie stosowane rękawice na sterownicy plus ciepłe narciarskie powinny problem załatwić. Gorzej jest z szeroko trzymanymi ramionami. Przypominam sobie, jak dziadek mój opowiadał, że jak za młodu jeździł do babci motorem, to pod kombinezon wkładał kilka warstw starych gazet. Faktycznie skutkuje, ale koniecznie musi to być kilka warstw.
Teraz o lataniu.
Start z kopnego śniegu jest trudniejszy niż klasycznie z kół. Taki śnieg unosi się z pod płóz dość wysoko, co przyjemne nie jest. Potem przy większej prędkości, gdy już płozy wypłyną na powierzchnię, śnieg już tak nie przeszkadza. Lepszy jest śnieg zmrożony i twardy. Płozy nie chowają się w śniegu i nie unosi się on tak wysoko, a start jest krótszy i prostszy. Podobna sytuacja jest z lądowaniem. Zdecydowanie lepszy jest śnieg twardy.
Gdy już uda nam się wystartować, to sam lot niczym nie różni się od lotu w środku lata, o ile jest to piękny słoneczny dzień. W dni pochmurne, a szczególnie kiedy śnieg prószy z nieba, nawet przy dobrej widoczności, latanie odradzam. Trzeba mieć naprawdę duże doświadczenie, aby nie pobłądzić. Jest wszędzie biało, nie widać horyzontu. Trudno jest o właściwą ocenę wysokości i odległości.
Dodatkowym walorem zimowego latania są ślady na śniegu. Latem tego nie widać, ale zimą, na śniegu zostają piękne ślady. Mogą to być np. ślady do nikąd. Albo ślady z nieba do... To trochę jak UFO . Można stworzyć na śniegu nie jedno dzieło sztuki. Esy floresy na środku pola.Teraz już wiem, skąd się biorą słynne ślady na argentyńskiej pustyni.
Zbyszek Kędziora
